TransferGo logo
Wyślij pieniądze

Skąd się wziął karnawał?

Zastanawialiście się kiedyś skąd się wziął karnawał? Styczeń oznacza dla większości powrót do obowiązków dnia codziennego po przynajmniej kilku dniach odpoczynku i rozrywki, które nierozerwalnie wiążą się ze świętami Bożego Narodzenia oraz Sylwestrem. I chociaż rzeczywiście nie ma wtedy już dni wolnych od pracy, to po 6 stycznia, czyli święcie Trzech Króli, rozpoczyna się wyjątkowy okres karnawału. Dlaczego wyjątkowy? Bo w karnawale chodzi tylko o jedno: dobrą zabawę! Imprezy mają być głośne i kolorowe, a w ubiorze powinny dominować elementy, od których zazwyczaj stronimy, bojąc się kiczowatego efektu. Maski, pióra i cekiny stają się najlepszymi przyjaciółmi tych, którzy uwielbiają się stroić.

Wydawałoby się, że współcześni Polacy powinni bić na głowę swoich przodków w kwestii imprezowania. Okazuje się jednak, że nasze zabawy karnawałowe są nieporównywalnie uboższe od tych, które organizowano w dawnych czasach. Karnawał narodził się w Grecji, a do Polski zawitał w czasach szlachty sarmackiej, czyli prawdopodobnie około XVI wieku. Nazywano go wtedy ‘zapustami’ i jednym z najważniejszych elementów były kuligi. Była to jednak rozrywka tylko szlachty. Podczas kuligów szlachcice zaprzęgali konie do olbrzymich sań i zajeżdżali do sąsiadujących dworów, odwiedzając znajomych oraz rodzinę, a przede wszystkim jedząc z nimi i pijąc. Zdarzało się, że taki kulig trwał nawet kilka dni. Nic więc dziwnego, że mogli sobie na nie pozwolić jedynie szlachcice – w końcu, jak to zwykle bywa, biedniejsi musieli na nich pracować.

Oprócz niewątpliwie interesujących kuligów organizowano również maskarady, na które trzeba było przyjść z twarzą ukrytą za wymyślną maską. W tym przypadku nie tylko bogaci się na nich bawili, ale też mieszczanie i chłopi, którzy najczęściej urządzali swoje maskarady pod gołym niebem albo w karczmach, które były centrum wioskowego życia. W ich przypadku zabawy karnawałowe miały jeszcze drugie dno. Wierzono, że im lepsza zabawa oraz im wyższe podskoki w tańcu, tym lepsze i bogatsze będą plony, dzięki temu każdy miał wymówkę, aby bawić się aż do białego rana. Częstym widokiem byli również przebierańcy, którzy organizowali pochody i byli swego rodzaju kolędnikami. Chodzili od domu do domu zbierając drobne prezenty, a w zamian oferowali śmiech i dobrą zabawę. Jeśli jednak ktoś nie chciał nic podarować, był porywany do karczmy, w której następnie i tak musiał się wykupić.

Nieco mniej przyjemnym zwyczajem było z kolei ‘zaprzęganie’ do wozu dziewcząt na wydaniu, które nie wyszły w zeszłym roku za mąż lub nie zaręczyły się. Musiały one dociągnąć wóz do karczmy, w której także się wykupywały poprzez postawienie wszystkim obecnym jedzenia oraz alkoholu. Innym zwyczajem związanym z brakiem zamążpójścia były spotkania, podczas których dziewczyny tańczyły ze sobą i rzucały pieniądze do stojącego obok orkiestry talerza. Miało im to zapewnić szybkie znalezienie odpowiedniego partnera oraz ślub z nim.

Inny ciekawy zwyczaj przetrwał do naszych czasów. Mowa tu o „ścinaniu śmierci” w Jedlińsku. Co roku organizowany jest korowód z udziałem różnych postaci; mężczyźni, i tylko oni, przebierają się za diabły, cyganów, chłopki… Ich celem jest porwanie samej Śmierci, której wytaczany jest proces i jest ona skazywana na śmierć poprzez ścięcie głowy. Przez szyję Śmierci wyskakuje czarny kot, który symbolizuje jej czarną duszę. Gdy tak się już stanie, ludzie zaczynają się bawić, celebrując swoje zwycięstwo nad śmiercią. Obecnie Jedlińsk jest jednym z niewielu miejsc, jeśli nie jedynym, w którym wciąż kultywuje się tę tradycję, dlatego też co roku wiele osób z całej Polski (a czasami nawet spoza jej granic) przyjeżdża wziąć w nim udział.

Kolejnym ważnym elementem karnawału, zarówno w przeszłości jak i teraz, jest Tłusty Czwartek. Obecnie głównie zajadamy się pączkami i faworkami (albo chrustami), ale nasi przodkowie podchodzili do tego dnia o wiele poważniej. Wprawdzie pączki również pojawiały się na stołach, ale motywem przewodnim było przede wszystkim jak najobfitsze najedzenie się przed Popielcem. Musiało być tłusto i smacznie, więc między tańcami i piciem zajadano się boczkiem oraz różnymi rodzajami mięsa. Warto pamiętać, że przesąd głosi, że jeśli ktoś nie zje w Tłusty Czwartek ani jednego pączka, to jego życie nie będzie szczęśliwe. Tak więc logika podpowiada, że im więcej pączków, tym więcej szczęścia – gdyby ktoś nieżyczliwy miał jakieś wątpliwości co do ilości spożywanych przez nas smakołyków. To również dzień, w którym dozwolone jest zapomnienie na chwilę o postanowieniach noworocznych związanych z dietą czy brakiem spożycia słodyczy.

Okres po Tłustym Czwartku to już tak zwane Ostatki, czyli czas na najintensywniejszą zabawę, która kończy się we wtorek (‘śledzik’) przed Środą Popielcową. To ostatnia szansa na huczne imprezy przed Wielkim Postem, przygotowującym nas do świąt wielkanocnych, i właśnie wtedy Polacy bawią się najwięcej. Różne lokale organizują w tym czasie wiele imprez, więc jeśli nie ma się ochoty samemu przygotowywać zabawy, można po prostu wybrać się do klubu. Jest to idealna okazja nie tylko na to, aby cieszyć się towarzystwem przyjaciół, ale też sprzyja zawiązywaniu nowych znajomych. Dobrej zabawy!

2017-01-28

Sprawiamy, że świat staje się nieco mniejszy.

Wyślij pieniądze do tych krajów:

Dołącz do 2 milionów osób, które transferują lepiej.

Zarejestruj się za darmo