TransferGo logo
Wyślij pieniądze
Związki mieszane

Jak mieszać, żeby było dobrze czyli związki mieszane

Jeszcze kilka lat temu ciotki pytały z lekką paniką w głowie „Ale jak to, z obcokrajowcem?!”, a babcie modliłyby się, zgorszone. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było, aby Polka lub Polak wiązał się z kimś o innej narodowości, przez co nawet teraz jeden z koronnych argumentów zaczyna się od słów: „bo kiedyś…” (słowa te zresztą dosyć skutecznie opóźniają rozwój także w innych dziedzinach.) Zacznijmy więc może od przeanalizowania, dlaczego kiedyś mieszane małżeństwa nie były popularne.

Przede wszystkim problem stanowiły zamknięte granice. Sam wyjazd z kraju na kilka dni był dosyć kłopotliwy, a co dopiero mówić o dłuższym pobycie, który wymagany jest do zbudowania związku. Ciężko zakochać się w tydzień na tyle, by porzucić swój kraj – bo ostatecznie któraś połówka musiałaby podjąć taką decyzję. Kolejnym problemem był brak znajomości języków, jakichkolwiek. Nauka języków obcych, poza rosyjskim, nie stanowiła kiedyś priorytetu, więc spotykając Włocha czy Hiszpana nie było szans na komunikację, chyba że znał język polski – a nawet teraz mało kto go zna, poza Polakami.

Obecnie nie mamy problemu z granicami, możemy podróżować praktycznie po całym świecie, popularne stały się studia oraz praca w innych krajach. W szkołach kładzie się większy nacisk na różne języki, zwłaszcza angielski. A znając angielski można ruszać na podbój świata oraz serc nie przejmując się barierami językowymi. Poza przyzwyczajeniem nie ma nic, co byłoby przeszkodą dla multikulturowych par. W przeciwieństwie do tego, co mówią przeciwnicy tego typu par, nie chodzi w nich o niechęć do własnego narodu. Polki i Polacy po prostu szukają u obcokrajowców cech, których nie znajdują wśród swoich rodaków. Nie da się jednak dokładnie uściślić, jakie są to cechy. Czasami chodzi wyłącznie o wygląd – ze świecą szukać u nas smagłej cery czy skośnych oczu. Czasami, o charakter – Polki nie należą do wjątkowo uległych, a właśnie to pociąga niektórych mężczyzn.

Nie ma nic złego w szukaniu szczęścia poza granicami Polski, trzeba tylko wiedzieć, jak pielęgnować taki związek. Wiążąc się z obcokrajowcem wiążemy się też z jego kulturą i wychowaniem. Należy więc być otwartym na to, co inne, ale też pamiętać, że związek to dwie osoby, które powinni być partnerami stojącymi na równych pozycjach. Wzajemny szacunek zagwarantuje sukces każdej relacji. Oczywiście, im odleglejsze kultury, tym trudniejsza relacja, jednak zasady wciąż pozostają te same. Kultury należy łączyć, mieszać, przeplatać. Nie może być tak, że każdy partner żyje swoją własną, odrębną kulturą. Właściwie ciężko wtedy mówić o związku. Trzeba więc wypracować system, który zadowoli obie strony. Jeśli opanuje się sztukę kompromisu i otwartej rozmowy, to niezależnie od tego, czy druga połówka będzie pochodzić z Afryki, Azji czy Europy, związek ma szanse na bycie szczęśliwym.

Świadomość kulturowa jest szczególnie istotna, gdy chodzi o wyrażanie uczuć. Temperamentny Włoch wykrzyczy swoją miłość ze szczytu budynku, namiętny Francuz napisze romantyczny list i rozsypie płatki róż, a Japończyk… Spokojnie wyzna miłość zanim jeszcze zaczniecie się spotykać, właśnie po to, by zostać parą. W większości kultur jest to co najmniej dziwne i idealnie obrazuje, dlaczego należy poszerzać swoją wiedzę.

Trzeba też nauczyć się ignorować innych. Związki mieszane mają takie samo prawo do szczęścia, jak nie-mieszane. Nie ma nic gorszego, niż pozwolić innym dyktować, jak mamy żyć. Wbrew temu, co może wydawać się osobom z zewnątrz, rzadko kiedy naprawdę wiedzą, co będzie dla nas najlepsze. W końcu to my, a nie oni, będziemy musieli żyć z konsekwencjami naszych decyzji. Rozstanie się z kimś tylko dlatego, że jest obcokrajowcem, nie rokuje dobrze na przyszłość. W końcu o szczęście trzeba umieć zawalczyć.

A jak wygląda życie z zagranicznym partnerem? Na pewno jest o wiele więcej zabawnych sytuacji, które nie zdarzają się w nie-mieszanych związkach. Amerykanie często dziwią się, że Polacy jedzą zepsute warzywa (kiszonki). Polacy krzywią się na intensywnie pachnące sery, które zagościły w lodówce ze względu na francuską drugą połówkę, a Francuzi nie rozumieją, jak można nie lubić małży. W trakcie nauki języka trzeba czasami przepraszać obce osoby za partnera, który przeinaczył słowo. A może znajomi specjalnie przekazali błędną jego wersję, bo nie ma nic śmieszniejszego, niż obcokrajowiec kaleczący nasz język. Uczenie się swoich języków jednoczy, bo pokazuje zaangażowanie i poświęcenie. W końcu po co uczyć się języka dla kogoś, z kim nie planuje się spędzić reszty życia? Być może powinna powstać nowa forma wyznawania miłości, w której jedna połówka z pełną powagą zadeklaruje drugiej połówce, że nauczy się jej języka. Albo po cichu będzie się go uczyć, aby w odpowiednim momencie zabłysnąć wiedzą. Nowocześni partnerzy nadają nowe znaczenie związkom, czemu więc nie nadać nowego znaczenia romantyczności?

2016-09-15

Sprawiamy, że świat staje się nieco mniejszy.

Wyślij pieniądze do tych krajów:

Dołącz do 2 milionów osób, które transferują lepiej.

Zarejestruj się za darmo